Translate

piątek, 19 października 2012

Wiersz numer jedenaście: Błazen.

Prusy wyznaje swe prawdziwe uczucia względem Węgier. Myśli, że będą to jego ostatnie słowa. Jaka jest prawda niech każdy pomyśli sam. Wzorowane na "Pierrot" Hatsune Miku.


Błazen

„Bycie samamu jest zajebiste!”
Naprawdę w to wierzyłaś?
W moje słowa?
Nienawidziłaś, a ja robiłem z siebie durnia
Tylko po to, by Ci zainponować
Chciałem go pokonać, by być lepszy, by zdobyć Twe serce
I wtedy ujrzałem jak płaczesz, a chwilę później wybuchasz złością
To jego kochałaś, mnie nienawidziłaś
Teraz już jest dobrze
Nigdy nie będę już obok Ciebie
„Jestem zajebisty, co nie?!”
Nie, cholera, nie!
Jestem zwykłym błaznem, który zranił kobietę
Ciebie
Wiem, że mi nie wybaczysz
Ale to ostatni moment, by Ci to powiedzieć
Kocham Cię
Nawet bardziej niż ten paniczyk
Bo ja Ci umiem to powiedzieć
Co Ci po jego muzyce?
Czy powie Ci to co ja?
Czy dotknie Cię tak jak ja?
Nie
Będziecie samotni razem
A ja będę śmiał się patrząc na was z góry
Zobacz, kłamliwy błazen zniknął

Wiersz numer dziesięć: Geranium.

Geranium to kwiat narodowy Węgier. Austria podziwia piękno swej ukochanej muzy, którą stracił przez rozpad Austro-Węgier.


Geranium

W Twych włosach, ma muzo
Zatknięty jest kwiat wieczny
Zapach jego w nocy mi się śni
Wciąż pamiętam dotyk różowych płatków
I Twych rumianych policzków
I Twych malinowych ust
Tyś damą piękną, tak wspaniałą
Przez świat cały podziwianą
Jakże się to stało
Że tak potężna istota
W me dłonie wpadła tak nagle?
Czemuż to nie doceniłem Cię, gdy byłaś tak blisko
Własność, ochrona
Czemuś tylko tym dla mnie była?
Gdy już byliśmy razem
Na równi
Czemuż jedynie ci grałem?
Czy domyśliłaś się mych uczuć?
Mej miłości?
Równie szybko jak się zaczęło
Musiało się też skończyć
Czy nasze drogi znów się zejdą?
O piękna muzo?

Historia poza tematem numer dziesięć: Fish and burger.

Nasłuchałam się Iindesuka Radwimps i wyszła mi taka głupota. USUK z perspektywy Ameryki...


Fish and burger

                Więc pozwolisz mi Cię kochać? Nie masz mi nic do pozwalania, co nie? Jestem wolny, a Ty musisz zaakceptować moje decyzje! Bo jestem bohaterem, co nie? Jeśli naprawdę chcę mogę pokochać każdego, zaufać każdemu. Nawet Tobie!
                Wiesz, Twoje jedzenie nie było takie paskudne jak wszyscy mówią! Było tylko trochę! Twoje „French fries” są takie super!  Tak, tak, wiem „chips”... Ale to brzmi jak „cheap”! A ja przecież to doceniam! No i on mówił, że lubi takie długie rzeczy, więc ten przymiotnik pasuje. Hej, czemu się rumienisz?
                Wiem, że chcesz, bym Ci wszystko udowodnił! Zrobię to, bo jestem bohaterem! Pokażę Ci, co oznacza miłość w amerykańskim stylu! Tylko popatrz!
                Ciągle mnie uczyłeś mówić „przepraszam” i „dziękuję”, ale nigdy tego nie powiedziałem. Teraz będę to do Ciebie krzyczał tysiące razy. Dziękuję za to co zrobiłeś, przepraszam za to co zrobiłem. Jeśli kiedyś mam zniknąć, to chcę, żebyś był przy mnie, bym mógł ostatnie słowa skierować do Ciebie.
                Nawet bez Twojego pozwolenia będę Cię kochał. Bo jestem bohaterem, co nie?

Historia poza tematem numer dziewięć: Zamrożone wspomnienia.

Finlandia i Estonia idą przez Syberię. Estonia usypia, co może skończyć się śmiercią. Finlandia znajduje dom, w którym jest Litwa i zostawia tam Estonię. Wzorowane na Daiji na mono wa mabuta no ura (Kokia).


Zamrożone wspomnienia

                Cóż widzisz, gdy spoglądasz przed siebie? Pośród tego świata, na naszym początku, widzieliśmy tylko lud i śnieg. Światło odbijało się na nim i załąmywało w naszych oczach ukazując nam piękne kolory. Gdy tylko zamknęliśmy powieki mogliśmy ujrzeć swe dzieciństwo. Wtedy było ono tak niedalekie.
                Nie widziałem nic oprócz Ciebie, światło było zbyt intensywne. Chłód odbierał mi zmysły. Wiedziałem jednak, że sen na śnieżnym pustkowiu będzie tym, z którego już się nie obudzę.
                Spójrz, jestem przy Tobie, nie odejdę. Niebo nie jest już czyste, zamrożone. Chmury zapowiadają lepsze, cieplejsze miejsce. Błagam, nie zasypiaj! Mimo, że oczy same Ci się zamykają, nie wolno Ci śnić. Wolno jedynie marzyć o wolności.
                Musimy wierzyć, że przez to przejdziemy. Znajdziemy miejsce, które zostanie naszą ostoją. Może gdy zamkniemy oczy ujrzymy szczęście?
                Pamiętaj, że jestem przy Tobie. Spójrz, ptak leci do swego gniazda. Czyli ciepłe miejsce jest już niedaleko. Proszę, nie przestawaj do mnie mówić, chcę wiedzieć, że żyjesz. Niedługo spełnimy swe marzenie o wolności.
                Ujrzeliśmy w oddali ciernie. Las! To już blisko! Koniec zimna, koniec śniegu! Puściliśmy się biegiem, raniąc się o kolce. Wraz z krwią spłynął nasz smutek i niepewność. Lecz czy nie powinny spłynąć też zły? Zaraz rozejdziemy się do swoich domów. Czy spotkamy się ponownie?
                Spójrz, jestem przy Tobie i zawsze będę. Nawet, jeśli się rozdzielimy, będę o Tobie pamiętał. Chmury pokazują się nad domem Twych przyjaciół. Jeszcze nie wolno Ci zasnąć, tam będziesz szczęśliwy. Nawet, jeśli Twe oczy się zamykają, nie masz już snów, by je śnić.
                Pamiętaj, że zawsze będę przy Tobie. Ptak ląduje w gnieździe, na domu, do którego zmierzamy. Proszę, nie umieraj mi na rękach... Jeśli stracę Ciebie, stracę wszystko. Me życie legnie w gruzach, gdy Twoje się skończy. Teraz muszę Cię tu zostawić. Tu zajmą się Tobą.
                Błagam, wybacz mi. Rozdzielamy się, lecz choć Ty bądź szczęśliwy.

czwartek, 18 października 2012

Historia poza tematem numer osiem: Illusion.

[Please leave a comment in your langluage if you can. I will try my best to read and understand it^^]
Znalazłam to słowo w angielskim i francuskim^^ Przywidzenie^^ Po angielsku na pewno, po francusku chyba... Dowiedziałam się, że francuska nazwa FrUK to Frangleterre^^ Opowiadanie oczywiście jak to ostatnio się u mnie zrobiło modne na podstawie "Francis x Arthur - Meltdown". I jakoś mi pusto w serduszku jak nie piszecie komentarzy. Ostatnie zdanie może być niepoprawne, bo to moja radosna twórczość po francusku. W ostatniej linijce te po francusku miały znaczyć "Anglio. Miłość? To złudzenie". Ale co mi wyszło to wyszło, nie uczę się francuskiego, a Aurellie już śpi. Tak więc miłego czytania. I proszę o komentarze.


Illusion
                Widzę kwiaty róż w okół siebie. Czyż to nie nasze kwiaty? Są Twym symbolem. Lecz to ja ciągle mam je w rękach. Zastanawiałeś się dlaczego? To jest jakbym miał w dłoni cząstkę Ciebie. Róże leżące tuż obok mnie pachną Tobą. Czy Ty pachniesz jak róża? Róża, która walczyła w Twym sercu?
                Mimo późnej nocy wciąż nie mogę spać. Próbuję alkoholem otumanić myśli. Uśpić marzenia, ostudzić pragnienia, zmyć pożądanie. Lecz nie umiem w nim utopić miłości do Ciebie. Wszystko to obraca się przeciwko mnie. Zamykam bezsenne oczy.
                Chciałbym, by samotność była iluzją. „Illusion”... Ty piszesz to słowo tak samo, czyż nie? Lecz wymawiamy je inaczej. Tak samo jak imię miłości inaczej brzmi w naszych ustach. Imię wyryte w mym sercu jest tym samym, które wypowiadasz, gdy się przedstawiasz.
                Gdy przyszedł sen ujrzałem Cię w nim. Ogród pełen róż, światło sączące się pośród ich płatków. Był realistyczny, nawet bardziej niż rzeczywistość. Złożyłem pocałunek na Twych rozgrzanych ustach. Później ujrzałem jak odsuwasz swą smukłą dłoń.
                Na wszystkie świętości, błagam, chcę zatonąć w swych marzeniach. Pozostać na zawsze otoczony Twym ciepłem. Dopiero przy Tobie zrozumiem czym jest prawdziwa miłość.
                Minęło wiele samotnych poranków i nocy, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Chciałem być sam. Czemuż miałbym otwierać swój dom na gości, których i tak nie zapraszałem? Wtedy usłyszałem jak wołasz me imię. Zadrżałem cały wewnątrz.
                Ukrywałem swe uczucia. Ty byłeś tak zimny i obojętny. Patrzyłem na Ciebie jak zawsze, jednak wewnątrz pragnąłem płakać niczym dziecko. Poczułem impuls, który musiał znaleźć swe ujście. Powoli sprawdzałem na ile mogę sobie pozwolić.
                Przed oczami wyobraźni ujrzałem jak dotykam Cię niczym kochanka. Nie wypada mi zdradzać szczegółów, czyż nie? Jednak mi tego nie wolno, czyż nie? Dla mnie masz oddzielne zasady, jestem niczym. Twe usta poranione są od zaborczych pocałunków, mi nie wolno nawet Cię dotknąć. Więc kto Ci to zrobił, mój miły?
                Ach, na wszytskie świętości! Chcę zatonąć w Tobie. Przez Twe oczy tracę pewność siebie, chcę jedynie Cię zdobyć. Mógłbym nawet zginąć już teraz, byleby choć na chwilę wrócić do czasów, gdy byliśmy blisko. Lecz to się nigdy nie stanie.
                Patrząc na Ciebie widzę wspomnienia przeszłości. Gdy byliśmy niczym jedno. To przeczucie, że straciłem coś, czego nigdy nie odzyskam. Żałuję swych słów i czynów. Mimo, że teraz jesteś obok mnie to nie jest to samo, co wtedy. Jesteś drogocennym skarbem, który chciałem ukryć przed światem, lecz ktoś mi go ukradł, bo nie zaopiekowałem się nim dostatecznie dobrze.
                W mej głowie wciąż rozbrzmiewa pytanie: „Czy zależy mi na Twej przyjaźni czy miłości?” Lecz cóż da mi zastanawianie się nad tym, skoro i tak tego nie zdobędę. To Ty zawładnąłeś mną całkowicie.
                Powoli zaczynam wariować. We śnie tak jak zawsze dotykałem Twych rumianych policzków, zostawiałem mokre pocałunki na Twym ciele, lecz nagle me dłonie zacisnęły się w okół Twej szyi. Byłeś tak uległy, zależny ode mnie. Cieszyłem się tą iluzją władzy nad Tobą. Nie mogłem już dłużej uśmiechać się „grzecznie”.
                Na wszystkie świętości! Chciałbym tak właśnie zrobić, zatonąć w Twym pięknie, zagłębić się w Twe ciało i umysł. Lecz wiem, że jeśli to zrobię już nigdy Cię nie zobaczę. Gdybym musiał budzić się z myślą, że nie ujrzę Cię tego dnia nie wytrzymałbym samotności.. Więc, jeśli tak miałoby być, niech lepiej nic się nie zmienia.
                Nie zmieniaj się, dobrze? Angleterre. L’amour? C’est une illusion.

wtorek, 16 października 2012

Wiersz numer dziewięć: Serce na łańcuchu.

FrUK (z tego słowa mi dziwne rzeczy przez tłumacza wychodzą, więc lepiej napiszę: Francja x Anglia, strasznie ładnie to po litewsku brzmi... I nawet umiem to przeczytać jak jest po francusku^^ Chociaż próba wymówienia tego słodkiego r kończy się na mruczeniu...), z perspektywy Francji, wzorowane na filmiku Francis x Arthur - Meltdown [English Sub.] pewnie jeszcze wiele takich rzeczy powstanie, bo to mi się śni nawet... Miłego czytania^^


Serce na łańcuchu

Mogę istnieć jedynie tam, gdzie są róże
Daję je wszystkim, lecz to Tweje kwiaty, tylko Ty na nie zasługujesz
Całuję ich płatki wyobrażając sobie, że to Twoje usta
Teraz znów spaceruję po ogrodzie pełnym róż
Nie mogę wyjść poza jego obręb
Widzę je wszędzie w okół siebie
Jak pies uwiązany na łańcuchu
Tak me serce przywiązane jest do Ciebie
Widzę Cię, zielone oczy błyszczą nienawiścią do mnie
Wiem to, jednak muszę to zrobić
Całuję Cię, mocno i łapczywie
Lecz po chwili tego żałuję
Mam nadzieję, że to wszystko okaże się snem
Lecz Ty wciąż na mnie patrzysz, wciąż mi się przyglądasz
To nie jest sen
Uciekam
Jest już noc, a ja jedynie leżę na łóżku
Nie mogę zasnąć
W okół mnie walają się puste butelki po alkoholu
Jeszcze zbyt mało, by zapomnieć
Ile osób całowało Twe usta?
Czy ja byłem tym pierwszym?
Mijają dni, mijają tygodnie
Przyszedłeś do mnie
Ze swoim rumem
Chcesz się upić, znów myślisz o jego odejściu
Czy po tym co Ci zrobiłem jesteś w stanie mi zaufać?
Otwierasz butelkę, nalewasz do szklanek, jakbyś był u siebie
I tak jest dobrze
Twe oczy są podkrążone, a usta wydają się być pocięte od zbyt natarczywych pocałunków
Czy Ty płakałeś?
Byłeś u niego, lecz to nie wspomnienie rozłąki przyniosło Ci smutek
On pragnie wszystkiego dla siebie, Ciebie też
Tak więc gdy pijemy Ty zaczynasz mi wszystko opowiadać
O jego niewdzięczności, jego okropności
A ja tego słucham
Gdy tu przyszedłeś pierwszy raz wypowiedziałeś me imię
Nie wiedziałem jak to wszystko się skończy
Szczęśliwy otwierałem Ci drzwi
A teraz mam ochotę płakać
Jak Cię pocieszyć?
Mogę jedynie obrócić wszystko w żart
Obaj jesteśmy pijani
Kładę dłoń na Twym udzie
Czas przyspiesza
Pocałunki
Czy to nie one Cię skrzywdziły?
Lecz teraz ich pragniesz
Jestem tylko wodą, która ma zmazać jego wspomnienie
Zasypiam
Widzę swe dłonie na Twym gardle
Tak, moja bliskość Cię zabija
Budzę się
Poranki bez Ciebie są wypełnione samotnością
Jednak teraz jesteś obok
I pytasz „Czy już zawsze tak będzie?”
Chcę odpowiedzieć „Tak”
Chcę wierzyć, że będzie to prawda
Jednak nigdy tak nie będzie
Pisane nam są kłótnie
Lecz czy noc
Nie może stać się piękna
Gdy jesteś przy mnie?

Historia poza tematem numer siedem: Kochana, pieprzona żaba.

Więc, jak zwykle request złożony przez Aurellie. Tym razem zasnęła nim przetłumaczyła tytuł, więc jest po polsku. Pierwszy akapit opisuje przeżycia Arthura, drugi Kiku, trzeci Francisa. Może być dziwny, pisany w nocy, po 8 godzinach w szkole, poprzedzonych 6 godzinami snu. Miłego czytania... To jest totalny chaos...


Kochana, pieprzona żabciu

                Zielone oczy błyszczały dziwnie spod imponujących brwi. Mężczyzna zaczął zauważać coś bardzo, bardzo dziwnego. I najwyraźniej nie tylko on. Spojrzenie brązowych oczu było nad wyraz niepokojące? A jeśli on wie coś więcej niż powinien? Gorąc sprawia, że mężczyźnie robi się duszno. Delikatnie poluzowywuje krawat, a na szyi pojawia się słona kropla. Czy naprawdę jest aż tak parno? Czy może jego myśli idą innym tokiem niż powinny? Kierują się ku jednej, jakże dziwnej, dawniej znienawidzonej osobie. Przez tą pieprzoną żabę nie może normalnie spać, jeść, nawet pić mu się odechciewa. Nie... Napił to by się akurat chętnie i to czegoś mocniejszego. Chwilowo miał przed sobą japońską herbatę, a po drugiej stronie niskiego stołu wielce tajemniczą osobę. A ta jakże tajemnicza osoba wpatruje się w niego uporczywie.
- England-san, czyż dzień nie jest zbyt piękny na zmartwienia? – usłyszał z ust ciemnowłosego.
- Jest... Ale nie umiem nic na to poradzić. Herbata jednak koi me nerwy.
- To wspaniale, że istnieje ten napój. Być może to właśnie ona była ambrozją bogów starożytnych Aten.
- Lecz teraz każdy może stać się bogiem. Nauka idzie do przodu, nieśmiertelność jest tylko o krok od ludzi, a przy nas całe nasze istnienia.
- To smutne, ze ludzkie życie trwa tak krótko, niczym iskra. Nim zdążysz się nią nacieszyć zaraz zgaśnie. Nie ogrzejesz się nią, jednak na zawsze pozostanie w Twej pamięci.
- Pozostawi smutek i żal, gdy odejdzie. A my jesteśmy płomieniami. To na nas składają się iskry. My jednak trwamy wiecznie, a iskry jedynie ułamek sekundy.
- Cały świat jednak składa się z piękna. Ludzie niczym kwiaty, rodzą się maleńcy, nic nie zapowiada ich piękna nim nie rozkwitną.
- Masz rację. Jednak czasem piękne kwiaty rodzą trujące owoce.
- Takie kwiaty na szczęście szybko się wycina.
- Lecz nie wiadomo ilu ludzi już się otruło...
- Mimo wszystko trzeba ratować tych, którzy przeżyli. Pochować tych, którym już nie można pomóc. Pamiętam jak kiedyś jeden z kotów Greece-san zjadł szczura, który wcześniej zjadł trutkę. Greece-san płakał bardzo długo. Zawsze myślałem, że w jego sercu istnieje tylko szczęście. Wtedy jednak widziałem w nim rozpacz.
- Koty są skarbem, czyż nie? Są trochę takie jak Ty. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nikt nie wie, co czai się w ich głowach.
- Albo takie jak Ty, England-san, nikt nie zrozumie ich prawdziwych uczuć.
- Czytałem kiedyś piękny wiersz „Umrzeć, tego się nie robi kotu...”, tak brzmiały jego pierwsze słowa. Pięknie obrazował, że kot również przywiązuje się do ludzi. Błąka się między pustymi ścianami, gdy nie ma już właściciela, podchodzi do pustej miski, której już nikt nie napełni...
- U nas był taki pies, Hachiko. Zawsze rano odprowadzał swego pana na stację, wieczorem wychodził po niego. Gdy pan umarł w pracy, nie wrócił, on mimo wszystko przychodził na stację, czekał na wieczorny pociąg. Nieprzerwanie od 10 lat.
- Aż umarł, a wy wystawiliście mu pomnik... Czemu wśród ludzi, czemu wśród nas nie ma nic tak niezmiennego?
- Jest. Przecież od kilkuset lat kłócisz się z France-san, prawda, England-san? – na te słowa zielonooki po prostu zacisnął pięść. – O, mam pewien pomysł. Czy nie dobrze byłoby skorzystać z gorących źródeł, skoro już tu jesteś, England-san?
- Dobry pomysł...
- O, proszę o więcej uśmiechu. Zaraz przygotuję Ci ubrania na zmianę, England-san – tak więc zielonooki wraz z kimonem i... czymś? Czymś co brązowooki nazwał przepaską został oddelegowany do gorących źródeł. Jednak jedna myśl nie dawała mu spokoju... Ta piekielna żaba wciąż siedziała w jego umyśle. Po jakimś czasie nadszedł moment, gdy powinien opuścić wodę i się ubrać. Tylko jak się tą „przepaskę” obsługuje? Ach, nieważne. Założył jedynie kimono. W końcu kto mu będzie pod nie zaglądał? Na pewno nie brązowooki.
                Czarnowłosy mężczyzna o wyglądzie nieco starszego chłopca jedynie zaczął coś podejrzewać. Czemu zielonooki był taki smutny na wspomnienie o jego dawnym wrogu? Czyżby coś się zmieniło? Wydawał się być taki poddenerwowany, by nie powiedzieć „pobudzony”. Czy łączyło ich coś innego niż dawna niechęć i nienawiść? Ujrzał go wkraczającego do pokoju. Zauważył brak pewnych znaczących linii pod kimonem. Zarumienił się.
- Tak więc, England-san, czemuż to jesteś tak smutny?
- Och, nieważne, po prostu mam taki dzień, nic szczególnego.
- Nie? To czemu zareagowałeś tak gwałtownie na wzmiankę o France-san?
- Bo go nienawidzę?
- Byłeś smutny... Naprawdę... Martwię się o Ciebie, England-san...
- Nie masz o co...
- Przecież to jedno z zadań przyjaciół, martwić się o siebie nawzajem.
- O mnie nikt nie powinien się martwić.
- Każdy, dla kogo jesteś ważny, England-san, będzie się o Ciebie martwił.
- Czyli chyba tylko Ty...
- Wiesz... Ostatnio podobnie zachowywał się France-san... Zadzwonił do mnie i pytał czy jesteś tutaj. Ale wtedy Cię nie było, jak też odpowiedziałem. Stał się bardzo smutny... Myślę, że martwił się o Ciebie. Może nawet przyszedł Cię odwiedzić, a gdy nie zastał Cię w domu zaczął dzwonić do wszystkich...
- Teraz to wymyśliłeś?
- T-tak... przepraszam... Ale ja...
- Chcesz wiedzieć co mnie z nim łączy? Myślisz, że go kocham i chcesz to sprawdzić poprzez bajeczkę, o jego dobroci? Bo może jak usłyszę, że jemu na mnie zależy to będę szczęśliwy?
- England-san, ja wcale nie...
- Bo ja tą pieprzoną żabę kocham! Rozumiesz? Myślisz, że te wszystkie wojny to były z nienawiści? Chciałem mu zaimponować, zdobyć go, mieć go przy sobie... Posłusznego, zachwyconego... A miałem daleko od siebie, wściekłego, pełnego nienawiści...
- Spokojnie, England-san... Wiem, co jest najlepsze na sercowe rosterki. A co najmniej co zawsze pomaga wam, ludziom z zachodu – czarnowłosy wyszedł, a po chwili wrócił z butelką. – Z alkoholi mam tylko sake, ale pewnie też się nada, prawda?
- Wszystko się nada... Wiesz... Ja... Dziwnie się czuję, gdy go widzę...
- Masz na myśli France-san?
- Tak... Jakbym był taki jak on, jakbym był wampirem patrzącym na pulsującą tętnicę...
- Budzi w Tobie pożądanie?
- Tak... Ale... Nie mów mu tego... On już wystarczająco mnie nienawidzi...
- Spokojnie, pij śmiało... – nalał mu alkoholu. Sam starał się nie pić. Alkohol rozwiązuje ludzkie języki. Na zachodzie mówiono, że również rozkłada kobiece nogi, ale on nie rozumiał znaczenia tych słów. Czekał więc, aż jego przyjaciel zacznie się wypowiadać. I zaczął.
- A w ogóle to Ameryka jest niewdzięczny! Tyle dla niego zrobiłem! A on... On mnie zostawił! Jak jakąś starą zabawkę!
- Taki jest już los rodziców... Przepraszam, starszych braci, dzieci dorastają i zostawiają ich samych.
- A mówiąc o dzieciach, to Sealand to samo! Ameryka w jego wieku się do mnie tulił i prosił, żebym mu czytał! A ten mały co? Wyzywa mnie!
- Może należy podejść do niego inaczej. Ameryka był Ci wdzięczny, że się nim zająłeś, a Sealand gniewa się, że go zostawiłeś. Okaż mu trochę uwagi. Kup mu słodycze, pobaw się z nim.
- Myślisz, że to pomoże?
- Dziecko potrzebuje ojca, Ty powołałeś go do życia, więc nim jesteś. A dziecko nie może pozostać samo. Wystarczy odrobina Twego ciepła, by roztopić jego małe serduszko.
- Masz rację... Mogłem posłuchać wróżek jak radziły, żeby mu czytać na dobranoc, a nie zostawiać samopas.
- Kogo...?
- Wróżek, no! Czy Ty wątpisz w ich istnienie?!
- Nie, oczywiście, że nie – wolał się nie narażać. – Ale chyba za dużo wypiłeś, spójrz na zegar, pierwsza w nocy.
- Daj mi tu umrzeć... – zobaczył, że zielonooki kładzie głowe na stole. Po chwili usłyszał jego miarowy oddech. Cóż było robić? Sam go nie przeniesie do łóżka, tak też nie zostawi. Czuł, że zaraz nastąpi koniec świata, musiał wykonać telefon o... wpół do drugiej w nocy... I to do Francji. Tak, tylko on był na tyle zaufaną osobą, z tych mu znanych, którym mógł powierzyć los tego co zostało z Anglii po spożyciu tak dużej ilości alkoholu.
                Tak więc blondyn postanowił pobawić się w dobrą wróżkę, och jakże ta osoba, którą zaraz ujrzy w stanie połowicznego rozkładu kocha wróżki! Więc trzeba się pozbierać, żeby pozbierać jego. Wkrótce był na miejscu i ujrzał piękny widok, słodką twarzyczkę śpiącego Arthura. Jednak nagle zaświeciły się zielone lampki ostrzegawcze, czyli otworzyły się piekne oczy.
- Ten żabojad mnie śledzi! Co Ty tu robisz, zboczeńcu?! Jesteś jakimś prześladowcą?
- Raczej wybawicielem – bez cackania przerzucił go sobie przez ramię, a ten go bił.
- France-san, czy to na pewno bezpieczne?
- Oczywiście, no już, nie martw się – posłał czarnowłosemu całusa.
- Proszę, zanieś go do sypialni dla gości jest...
- Zaniosę go tam, gdzie jego miejsce, nie będzie Ci tu rano na kacu ględził.
- Ale, France-san...
- Zamknij swoje słodkie usteczka, chyba, że pragniesz, by zostały zamknięte moim pocałunkiem – nastała upragniona cisza, a on wyniósł zdobycz. Oczywiście przy okazji skorzystał z dostępu do dolnych partii śpiącego ciała, które niósł. Sprawdził ręcznie miekkość jego siedzenia. Po czym wrzucił go do samochodu jak worek ziemniaków i odjechał do domu. W drodze zdarzały się przebłyski świadomości zielonookiego. Słyszał coś o porwaniu, zgłoszeniu gwałtu i molestowania, oraz coś o pieprzonym, zdemoralizowanym zboczeńcu, a potem już miarowy oddech. Zaniósł go do domu. Po położeniu go na łóżku ujrzał znowu zieleń. Przygotował się na kolejną dawkę wyzwisk, ale...
- Braciszku... – tego się nie spodziewał.
- Tak, Angleterre?
- Czemu ściąłeś mi włoski? – och, ktoś tu się cofnął w czasie po alkoholu. Tego w żadnej książce nie przeczytał.
- Bo wyglądasz ślicznie z krótkimi.
- Naprawdę tak sądzisz?
- Oczywiście, Angleterre.
- Przytul...
- No, chodź... – tak więc został przytulony przez dzieciątko ważące tyle co on sam, ale bez ręki. Został prawie wyduszony. A on chyba się pomylił z kotem, bo zaczął najpierw mu szeptać piękne, słodkie słówka, a potem tak miziać jak kotek pijący mleczko z kociej mamy. No cóż, koszula pójdzie się suszyć, albo najlepiej wyprać. Ramię obślinione. – Może już czas spać? Przebierz się do spania, dobrze?
- Ale braciszku...
- Tak...?
- Bo tu mi się dziwne zrobiło – spojrzał na pokazywane miejsce. Sam był już pozbawiony większości ubrań, więc nie dziwił się, że kogoś podniecał. Pozbawił się ich do końca.
- A umiesz sprawić, by mi też się takie zrobiło?
- A jak? – wytłumaczył mu. Jakże to było piękne, gdy on był taki słodki i niewinny. Zielonooki oczywiście grzecznie wykonał polecenie. Efekt jego działań od razu został połknięty, a on... zasnął.
- O, mon amour... – pozbawił go niepotrzebnych ubrań, czyli wszystkich ubrań i położył się obok niego. A niech rano myśli co chce.