Translate

środa, 14 listopada 2012

Historia poza tematem numer dwadzieścia: Jesteś cenniejszy niż złoto.

Request dla Miyuuki Mei-Mei Wang. Jej pomysł, ja tylko pisałam. Spain zawsze mi wychodzi taki zły i mroczny... Nie umiem go zrobić normalnego. Postać wzorowana na Hiszpanii poznanym na Dark!Hetalia on jest taki miły. Tam wszyscy są wspaniali, nawet Niemcy, mimo że jest dorosłym mężczyzną. No to miłego Spamano^^ O, po dodaniu nic się nie podkreśliło oprócz Lovi i Carriedo... Bezbłędne mimo angielskiego Worda O_O


Jesteś cenniejszy niż złoto

                Młody chłopak biegł ile sił w nogach. Nie spodziewał się, że te okręty jednak zaatakują. Nie spodziewał się, że ludzie zejdą na ląd. A na pewno nie spodziewał się mężczyzny o skórze koloru karmelu, goniącego go tak zaciekle. Coraz trudniej było mu biec. Widział uśmiech mężczyzny... On tak naprawdę mógł złapać go już dawno... On tylko się bawił. Chłopiec to wiedział. Wyszkolony żołnierz na pewno nie miałby problemów ze złapaniem takiego dzieciaka jak on. Potknął się, czuł, że upada. Chwyciły go silne ramiona. Ramiona w kolorze karmelu.
                Po chwili był niesiony w nieznanym mu kierunku. A raczej zbyt dobrze znanym. Port. Statki. Bał się.
- Nie! – zaczął się wyrywać. – Zostaw! Ja muszę wrócić do brata!
- Wiesz... Mogę zabrać was obu... Ale potrzebuję tylko jednego... Drugi może być pomocny jak zaatakują nas rekiny. Będzie przekąską.
- Nie... Nie zrobisz mu tego!
- Albo jesteś grzeczny, albo moi ludzie przeszukają całe miasto i go znajdą. W ogóle sprowadzą wszystkich ludzi podobnych do Ciebie i zabiją. Może po drodze Twojego brata też?
- Nie...
- Więc jak? Będziesz grzeczny, ale brat zostaje w domu. Albo jesteś niegrzeczny, a ginie pół miasta.
- Będę grzeczny...
                W drodze na statek był cichutko. Bez słowa dał się wrzucić do ładowni. Jedynie po jego policzkach spływały łzy.
- Szef to ma dobrze – powiedział jakiś obleśny mężczyzna patrząc na niego. – Taką ładną dziwkę sobie sprawił.
- No... – dodał jego kolega. – A nam nie pozwala go nawet rozebrać i popatrzeć... Mały, żryj – podszedł do chłopaka z płatem wędzonej ryby. Chłopak nie drgnął. – Żryj dziwko! – mężczyzna uderzył go w twarz.
- Co mówiłem o dotykaniu go? – rozległ się głos Szefa.
- Przepraszam... – winny drżał. Czuł, że czeka go kara. Nie mylił się. Ostrze przecięło jego rękę, jednak sprawiając jedynie ból, bez większych uszkodzeń.
- Wynosić się – krzyknął szef, a mężczyźni odeszli. – Mały... Jedz... – uklęknął przy nim. Dotknął jego ramienia. – Jedz, bo będziesz się źle czuł. Do szczęścia wystarczy dach nad głową – pokazał na pokład nad nimi. – I dobre jedzenie – podsunął mu rybę pod nos. Chłopak nie odpowiadał. – Jak się nazywasz? – dalej cisza. – Ja jestem Antonio. Antonio Fernandez Carriedo – po tych słowach chłopak zadrżał. Znał to nazwisko aż za dobrze. – A Ty? Och, nie odpowiadasz... – delikatnie pogłaskał go po policzku, by później dotknąć jego ust swymi.
- Nie... Zostaw... – wyszeptał chłopiec.
- Och, odezwałeś się... Jeśli będziesz niegrzeczny... – złapał za brzeg jego spodni. – To będzie Twoja kara...
- Proszę... – złapał mocno jego nadgarstek.
- Więc... Jak się nazywasz?
- Lovino Vargas...
- Jak pięknie. Opowiedz mi więcej... I jedz... –zaczął go karmić. Chłopiec jadł niechętnie, lecz gdy tylko dłoń  mężczyzny znalazła się pod jego koszulką natychmiast spotulniał.
                I tak przez długi czas spotykali się co wieczór w ładowni, w której chłopak był uwięziony. Z czasem zaczął się cieszyć, gdy przychodził. Oznaczało to otrzymanie jedzenia i wody, których brakowało mu cały dzień. Rozmawiali. Długo, często rozmawiali. Poznali się praktycznie na wylot. To nieco przerażało chłopca. Czyżby chciano go zabić? W końcu... Jeśli ktoś wie za dużo trzeba się go pozbyć.
- Wiesz, Pomidorku... – zaczął pewnego wieczoru Antonio. – Chciałbym oglądać z Tobą gwiazdy.
- Naprawdę? Czemu chce pan zrobić ze mną coś romantycznego?
- Bo mi się podobasz, maluszku – pocałował go.
- Czemu pan to zrobił? Przecież byłem grzeczny...
- Bo chciałem... Podobasz mi się. Jak myślisz, czemu jeszcze Cię nie zgwałciłem? Słyszałeś przecież, że po to tu jesteś. W porcie też nie miałem żadnej kobiety... Chcę, byś mnie pokochał.
- To nie takie łatwe...
- Pooglądajmy gwiazdy – pociągnął chłopca za rękę. Weszli na pokład.
- Jakie piękne... – chłopiec podszedł do burty i spojrzał w niebo. – Tonio! Zobacz! Spadająca gwiazda! – chłopiec pierwszy raz odkąd się tu znalazł miał na twarzy uśmiech.
- Wiesz, że jeśli powiesz życzenie patrząc na spadającą gwiazdę to się ono spełni?
- Tak...
- Chcę, by Lovi pokochał mnie tak mocno jak ja kocham jego – Hiszpan złożył ręce jak do modlitwy.
- Chcę wrócić do domu – Włoch powtórzył jego ruch.
                Potem dni upływały znów tak samo. Pewnego dnia Włoch zauważył, że jego przyjaciel jest smutny.
- Co się stało...?
- Dziś nasza ostatnia wspólna noc, wiesz?
- Jak to?
- Spokojnie... Chodź do mojej kajuty... – zaprowadził go do tego miejsca. – Połóż się na łóżku.
- Czy pan chce...?
- Tak. Nie sprzeciwiaj się... Ja... Ja Cię kocham...
- Wiem. A ja... Ja chyba pana też...
- Więc, proszę... – chłopiec skinął głową. Nie wiedział czemu ta noc miałaby być ostatnia. Postanowił spełnić jego życzenia. Ciała i dusze połączyły się miłością.
                Rano z okna ujrzał znajome miejsce... Jego miasto. Więc to oznaczała ostatnia noc? Miał teraz... Tak po prostu wrócić do domu? Cieszył się, ale też smucił. Mógł już nigdy nie spotkać go ponownie. Ale w końcu mógł spotkać znów brata.
- Chodź... Czas wrócić do domu – powiedział mężczyzna gdy się ubierał.
- Naprawdę? To... To nie jest pułapka...? I... Już więcej Cię nie spotkam...
- Nie... Oni mnie już nie chcą jako szefa. Mam do wyboru... Banicję poza państwem, albo śmierć. Wybieram Ciebie. Masz w domu jakieś wolne łóżko?
- Położę Ci koc na balkonie – zachichotał.
- Ty wredny – mężczyzna rzucił w niego jego bluzką.
                Wkrótce byli już na lądzie, statek odpłynął.
- Szefie, jakie rozkazy? – zapytał chłopak.
- Wracamy do domu – po jakimś czasie rozmawiali już z młodym chłopcem i silnym mężczyzną tak podobnymi do chłopaka. Czy taka rodzina może istnieć w tym świecie?

wtorek, 13 listopada 2012

Wiersz numer dwadzieścia osiem: Rozpłatanie jedności.

Trochę zaczerpnięte z powtórki z renesansu na polskim, gdy dowiedziałam się, że źle pamiętam daty rozbiorów (już się dobrze nauczyłam!), a trochę z tego, że w sklepie jedna pani dała mi 10 zeszytów do nut akurat jak zastanawiałam się jaką nową melodię skomponować... Właśnie... Wie ktoś gdzie można kupić dobry flet? Mój jest połamany... A kto mnie nauczy nut?^^" *szczyt głupoty został osiągnięty* Nie wiem co zrobię jak mi się znowu Fritz przyśni... A po tym wierszu będzie albo smutny, albo wkurzony... *nasłuchuje melodii fletu, która materialnie rozbrzmiewać nie powinna* Jak co to zagra mi jak się czuje i w razie czego przeproszę^^ Nikt nie powinien cierpieć, pamiętajcie! Gdy zranicie kogoś również będziecie cierpieć, nawet jeśli w inny sposób. Wszyscy powinni być szczęśliwi. Wasze uczynki wrócą do was. Dowód znajdziecie w wierszu^^


Rozpłatanie jedności

Dwie istoty jednością złączone
Miłość ich większa niźli potęga niebiańska
Pod króla władzą jednego
Serce jedno dwóm narodom bije
Czyż potężniejszym coś jawić się może?
W piękno władca zapatrzony
Zła na świecie nie spostrzegł
Troje piekieł wysłanników
Anioły pojmać zapragnęło
Pod władzą trzech władców
Melodia fletu zagłuszyła myśli filozofów
Dwa szmargdowe spojrzenia
A na przeciw nich
Rubiny, fiołki i zimny fiolet
Czemuż to stać się musiało?
Czyż-li zazdrość to była?
Czy potęgi manifestacja
W nieuczciwej walce zdobyta
Nagroda wymknie się niedługo
Oto klątwa spadnie na was, istoty niecne
Rubiny rozpadły się na popiół
Gdzież dom Twój, dawna potęgo?
Fiołki zakwitły w cudzym ogrodzie
Czyją krwią się zbrukałeś? Za kogo swoją przelałeś?
Serce zimnego fioletu spalone zostało
A gdzież teraz Twa rodzina, czemuś sam w pustym wielkim domu?
Szala się odwróciła
Trawa rośnie w majowym słońcu
Szmaragdy okazały się silniejsze
Niźli rubiny, fiołki i zimny fiolet
Nadzieją zdziałasz więcej niż zazdrością

poniedziałek, 12 listopada 2012

Wiersz numer dwadzieścia siedem: Wolność.

Kolejne Niepodległościowe. Jedno napisane przed świętem, drugie po święcie a w święto FrUK... To nie jest normalne. A więc po prostu radujmy się wolnością!


Wolność

Tak długo wyczekiwane wolności wytchnienie
Pierwsze własne westchnienie
Z dala od oczu złych
Rubinu, fiołków i zimnego fioletu
Szmaragd rozświetla drogę ku szczęściu
Złote światło słońca
Niczym płomienne skrzydła feniksa
Na niebie igra biel z czerwienią
Orzeł i feniks
Potężne istnienie
Złoto i szmaragd w jednym
Białym i czerwonym jarzy się płomieniem
Choć wiele łez jeszcze wylanych zostanie
To teraz płyną łzy radości
Niedługo spadnie śnieg
A gdy się roztopi zmyje wspomnienie cierpienia
I znów wyrośnie trawa i zakwitną drzewa
W kraju wolnym i pełnym radości

niedziela, 11 listopada 2012

Historia poza tematem numer dziewiętnaście: W szkole można się wiele nauczyć.

AU, request dla Aurellie. Tak jak prosiła Arthur i Francis są w szkole, Artur jest nowym uczniem, wpada Francisowi w oko... A co dalej się dzieje chyba wszyscy wiedzą. One-shot w końcu nie potrzebuje zbyt skomplikowanej fabuły.


W szkole można się wiele nauczyć

Dla niektórych ludzi był to dzień taki jak każdy inny. Nudny, zaczynający się od klęcia na czym świat stoi gdy tylko zadzwonił budzik. Czasem chciałoby się zostać w świecie snów na zawsze. Zwłaszcza, gdy rzeczywistość zmieniała się diametralnie. Młody chłopak przekroczył próg sali, w której miała lekcje jego nowa klasa. Nowa klasa, nowa szkoła, nowe otoczenie. Wszystko się zmieniało z dnia na dzień. Nowi ludzie w okół niego i nowe wspomnienia, które tu powstaną.
- Pan Kirkland, prawda? – powiedziała nauczycielka patrząc na niego kątem oka. – Usiądzie pan tutaj – pokazała na miejsce obok błękitnookiego chłopca. Proszę mieć go na oku – chłopak więc przywitał się skinieniem głowy i usiadł na wyznaczonym miejscu.
                Nie wiedział jak wiele zmieni się od tego momentu. Zauważył, że chłopak mało uważnie słucha nauczycielki. Głównie... przyglądał się mu... To było dziwne... Trochę deprymujące. Czuł, jakby był obserwowany. I tak było na każdej lekcji, jednak chłopak nie odzywał się do niego, nawet gdy go wołał. To było takie dziwne.
Od tego czasu często o nim myślał. W szkole znajdował różne dziwne liściki. Napisane były pięknym pismem i podpisane jako napisane dla niego. Swoją drogą... Nigdy nie widział pisma tego chłopaka...
Pewnego dnia w szkole chłopak nagle zaciągnął go do łazienki i zamknął się razem z nim w kabinie.
- Arthur... – wyszeptał do jego ucha.
- Skąd znasz moje imię...?
- Obserwowałem Cię. Masz przecież wszystkie książki i zeszyty podpisane. Wszystkie nowiutkie. Dziecko z dobrego domu... Pewnie nigdy nie zrobiłeś niczego, czego zabronili Ci rodzice, czyż nie? – zachichotał i wpatrywał się w niego wielkimi, niebieskimi oczyma.
- A co Cię to obchodzi? Zostaw mnie! I jeszcze Twój akcent... Pieprzona żaba! Puszczaj mnie!
- Myślisz, że ze mną tak łatwo? Nie wymkniesz mi się... Nawet jeśli odejdziesz to i tak wrócisz... Obiecuję Ci to... – pocałował go delikatnie, jedynie dotykając jego warg. – Będziesz chciał więcej, przyjdziesz po więcej, wiem to – zachichotał i go puścił. Wyszedł oglądając się na niego. Zielonooki dotknął swych ust i upadł na kolana.
- Co to wszystko ma znaczyć? – wyszeptał sam do siebie. – Pierwszy pocałunek z... z obcą osobą... z chłopakiem... To nie tak miało wyglądać... Ale... Jego usta... Są ciepłe, słodkie... Czemu to zrobił...? – mimo, że zadzwonił dzwonek nie wyszedł. W oczach miał łzy. Czuł się... być może wykorzystany. W końcu, został do tego zmuszony, nie chciał tego. Ale... To wspomnienie... To ciepło... Miękkość i smak jego ust. Nie mógł tego zapomnieć.
                Od tego dnia był bardzo uważny. Być może podchodziło to prawie pod paranoję. Patrzył wciąż w te niebieskie oczy, zauważał te malinowe usta wykrzywione w uśmiechu. Wciąż rozglądał się w okół siebie, jakby zaraz znów miał zostać wciągnięty do łazienki i pocałowany. Tak bardzo się tego bał. W końcu wolał kobiety, prawda? Nie mógł chcieć, by pocałował go chłopak, to było... nienormalne. Unikał go, jednak na większości lekcji musiał siedzieć z nim w ławce. To było niczym mała, psychiczna tortura. Musiał być tak blisko tego, czego tak bardzo się bał. Znów błękitne oczy spoglądały na niego. Poczuł jego dłoń na swoim udzie.
- Zostaw... – wyszeptał do niego, by nikt inny nie usłyszał.
- Spokojnie, nie dotknę Cię „tam”. Chcę tylko trochę Cię pogłaskać. Wszystko będzie dobrze.
- Nie będzie. Zostaw...
- Boisz się?
- Nie.. Ja po prostu nie chcę...
- Wstydzisz się tak przy ludziach? Może Cie to podnieca i nie chcesz, by inni to zobaczyli?
- Nie... Nie chcę i już, rozumiesz? Zabierz rękę.
- Nie zauważyłeś czegoś? Czy ja kiedykolwiek robiłem notatki? Albo dostałem złą ocenę? Nie. To chyba daje do myślenia. Nie możesz mi niczego zabronić.
- Więc... Proszę... Zostaw... – jego dłonie drżały. Naprawdę bardzo, bardzo tego nie chciał.
- Już, już, spokojnie – chłopak zabrał rękę. – Tylko się droczę. Nie jestem taki. Nie cieszy mnie ludzkie cierpienie. Ale chciałbym... Chciałbym, byś mi kiedyś na to pozwolił, wiesz? Sprawię, że będziesz tego chciał – uśmiechnął się tak niewinnie, że zielonooki wręcz żałował, że kiedykolwiek pomyślał o nim coś złego.
                I tak jak chłopiec obiecał, każdego dnia z nim rozmawiał, był miły. Powoli sprawiał, że zielonooki przestawał się bać. Jednak wciąż mu się opierał. Przecież nie jest taki jak on, prawda? Może nigdy nie miał dziewczyny, ale to nie znaczy, ze chciał mieć chłopaka, prawda? Jednak powoli jego opory mijały. Przyjacielskie poklepanie po ramieniu było pierwszym celem błękitnookiego. Arthur nawet nie wiedział, że tak mały gest wywoła ten dziwny uśmiech na twarzy chłopaka. Czuł się powoli jak zwierzyna. Każde słowo mogło być kolejna pułapką, a każdy dotyk zbliżał go do przegranej. Powoli myślał, że chce przegrać. W nocy zaczął śnić o tym pocałunku. Tak niewinnym, a tak wiele mu odbierającym... i jeszcze więcej dającym. Kiedyś patrząc ukradkiem na błękitnookiego dotknął swych ust. Wtedy usłyszał jego chichot.
- Więc ciągle o tym myślisz, mój Arthurze? – błękitnooki przybliżył się do niego tak, że prawie stykali się nosami. – Chcesz to znowu Cię pocałuję – zachichotał i mrugnął do niego.
- Nie... Ja tego wcale nie chcę...
- Mówisz to mi czy wmawiasz sobie? Przecież widzę. Zerkasz na mnie, dotykasz swych warg. Ile razy je zagryzałeś, gdy tylko Cię dotknąłem? Boisz się, że podniecisz się przy ludziach? Wiec tak... Przyjdź do mnie po szkole. Nie mówię, żeby dziś, czy jutro. Kiedy chcesz. Dam Ci swój numer. Po prostu zadzwoń, jeśli będziesz chciał przyjść. Możemy nawet po prostu wrócić razem ze szkoły – wyjął z jego kieszeni telefon i zapisał swój numer, po czym wysłał sygnał na swój telefon. – O, załatwione. Teraz już nigdy nie będziesz samotny. Będzie wystarczyło, że zadzwonisz. Napiszę Ci w sms mój adres,dobrze? – chłopak wziął swój telefon. Jego zwinne palce poruszały się po klawiaturze bardzo szybko, a po kilku sekundach słychać było dźwięk wiadomości dochodzący z telefonu zielonookiego. – Teraz już nie będziesz samotny. Byłbym szczęśliwy, gdybyś wysłał mi swój adres.
- Pomyślę nad tym... – chłopak zajął się jedzeniem, by nie musieć mówić już nic więcej.
                Długo nad tym myślał. Ten delikatny pocałunek wtedy, jego słowa. To wszystko wziąż odbijało się echem w jego głowie. Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. I jeszcze te sny... Sny, w których błękitnooki go dotyka, całuje i... Nie! Nie może o tym myśleć! Znów obudził się rano ze zbyt ciasnymi spodniami od piżamy. To robiło się denerwujące. Wciąż myślał o nim. A co jeśli... Jeśli przyszedł by do niego i pozwolił mu na więcej? Czy by tego żałował? Powoli zaczynał w to wątpić. Powoli zdawał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę by tego chciał. Pierwszego dnia wiosny poszedł pod wskazany adres. Był już wieczór, a on nie zadzwonił wcześniej. Nie liczył na to, że chłopak będzie w domu. Jednak po chwili otworzył mu drzwi. Był otulony jedynie ręcznikiem zawiniętym na biodrach. Z włosów powoli kapała mu woda. Był taki piękny i... kuszący? To chyba... Chyba dobre słowo... Przez te wszystkie miesiące zielonooki wciąż myślał o tym jednym, błahym muśnięciu warg, gdy teraz mógł zyskać o wiele więcej.
- Wejdź... Od zawsze na Ciebie czekałem... – błękitnooki pocałował go w policzek na przywitanie, a gdy zamknął drzwi złapał go za pośladki.
- Przestań... – zielonooki zadrżał.
- Ale po to tu przyszedłeś, prawda? Po to, co Ci obiecałem.
- Nie... Może „jeszcze nie”. Nie jestem na takie rzeczy gotowy... Nie myślałem o nich...
- Myślałeś, nie oszukasz mnie. Myślałeś odkąd tylko pierwszy raz Cię dotknąłem, pragnąłeś więcej.
- Ale tylko trochę więcej... Naprawdę...
- Gdzie ta Twoja stanowczość? Czyżby znikała, gdy jestem w pobliżu? – wkrótce błękitnooki otworzył przed nim drzwi do swojej sypialni. Zielonooki przełknął nerwowo ślinę. – Wejdź.
- Ale ja... Ja wciąż nie... Nie rób mi nic...
- Spokojnie... – wepchnął go do środka i zamknął za nim drzwi. – Będę delikatny... – zachichotał i odwiązał ręcznik okrywający jego biodra. Zielonooki zasłonił oczy z rumieńcem na twarzy. – Cichutko... Patrz na mnie. Patrz na to co pragniesz... Połóż się.
- Ale ja nie po to tu przyszedłem! Chciałem tylko... Tylko wyjaśnić...
- Co wyjaśnić? Denerwujesz mnie...
- Czy Ty cokolwiek do mnie czujesz? Czy... Czy jestem jedynie zabawką?
- Nigdy nie byłeś zabawką. Widziałeś, żebym był blisko kogokolwiek innego? Gdybym chciał się pobawić po prostu poszedł bym gdzieś do lasu, do tych kobiet, które tam stoją i im zapłacił. Skoro sam chcę coś zdobyć, to znaczy, ze jest to dla mnie ważne.
- Ja chyba... Chyba się w Tobie zakochałem.
- Co? To... To też dobra wiadomość – błękitnooki podniósł palcem jego podbródek tak, by spojrzał mu w oczy. – Bo ja kochałem Cię od samego początku... – powoli położył go na łóżku.
- Zostaw... Ja...
- Nikogo nie ma w domu. Drzwi są zamknięte, a klucz schowany. Dalej masz jakieś obiekcje?
- Ja jeszcze nigdy... Proszę...
- Spokojnie... – błękitnooki delikatnie pogłaskał go po włosach. – Wszystko będzie dobrze. Rozluźnij się. Chcesz tego, tylko nie dopuszczasz do siebie tej myśli. Już, już,... Uspokój się.
- To boli, prawda?
- Tylko przez chwilę...
- Zostaw. Nie chcę tego... I Twój akcent... Ty chcesz tylko jednego...
- Chcę Ciebie. Nie ma nic do rzeczy to skąd pochodzimy.
- Ale Ty...
- Uspokój się! – przygwoździł go do łóżka. – To boli tylko chwilę, będę delikatny i nie zostawię Cię po wszystkim jak pierwszej lepszej dziwki , jasne?
- Tak...
- Więc już przestań się tak denerwować – pocałował go. Powoli wieczór zamieniał się w noc. A oni byli co raz bliżej siebie. Ubrania przestały być granicą, ciała przestały być oddzielne. Noc zapadła im w pamięć już na zawsze. I nikt się nie dziwił, gdy do szkoły szli trzymając się za ręce.

sobota, 10 listopada 2012

Wiersz numer dwadzieścia sześć: Oczekiwanie.

Trochę w temacie jutrzejszej rocznicy odzyskania Niepodległości. Miałam dziś pisać jedno zamówienie, ale jeszcze nie dostałam opisu, a jutro miałam pisać o właśnie jutrzejszym dniu, ale napisałam odwrotnie. Możliwe, że jutro albo znowu napisze coś niepodległościowego, albo zamówienie. Możliwy brak notek około 14.11.2012, ponieważ jadę do szpitala.


Oczekiwanie

Tak piękne oczy w kolorze szmaragdu i wolności
Tak wiele lat zasłonięte były łzami
Radość zniewolona była smutkiem
Uśmiech utopiony pod łzami
Sześcioro oczu patrzyło w te w kolorze szmaragdu
Rubiny, fiołki, zimny fiolet
Czemuż to musi tyle trwać?
Czemu nie można tak po prostu odejść?
Tak wiele razy próbował
Zielona trawa jednak zamarzała pod śniegiem
Lecz nigdy nie wolno się poddać
Zieleń to kolor nadziei
Pamiętaj, mój chłopcze kochany
Kiedyś wzlecisz na skrzydłach orła białych
I już nigdy nie zaznasz równego temu cierpienia
Nie myśl teraz o przelanych krwi czy łzach
Nie myśl o tym co będzie za wiele lat
Nie myśl o tym co już się wydarzyło
Tylko oczekuj, oczekuj kochanieńki
Aż rozkwitnie wolności kwiat
Będzie złotem pośród szmaragdów
Przyćmi rubiny, fiołki i zimny fiolet
Już niedługo Twa potęga powróci
Pamiętaj tylko o jednym, chłopcze mój drogi
Nie wolno Ci się poddać
Nigdy, przenigdy nie zamykaj oczu
Choćby widziały cierpienie większe niż śmierć
Nadejdą czasy, gdy błagać będziesz o wieczny sen
Jednak zawsze znów wstaniesz
Powstaniesz z popiołów
Feniksie o szmaragdowych oczach

piątek, 9 listopada 2012

Historia poza tematem numer osiemnaście: Zawsze powrócisz do tego, co kochasz.

Requst dla Megumi (Milki), nie wiedziałam do końca, co napisać, ale wspomnienie o tych pairingach wytworzyło mi w głowie taki pomysł. Tak więc... Są fragmenty przemyśleń takich trochę filozoficzno-życiowych, fragmenty opowieści par Polski i Litwy oraz Finlandii i Szwecji. Przemyślenia mogą być dziwne, bo pisane po czytaniu horrorów...


Zawsze powrócisz do tego, co kochasz

                Często ludzie się kłócą. Często się to zdarza, czyż nie? A potem tego żałują. Pamiętaj, nigdy nie jest za późno na przeprosiny. Nigdy przez złość nie trać tego, co kochasz.
*
- Ja Cię jednak totalnie nienawidzę, wiesz?! – krzyczał blondyn do swego przyjaciela.
- A może to ja Ciebie nienawidzę bardziej, co?! Czemu Ty wciąż upierasz się, że to wszystko jet tylko i wyłącznie Twoją zasługą, co?! Czemu wszystko co zrobiłem jest nagle przypisywane Tobie?!
- Bo jestem totalnie lepszy od Ciebie i to totalnie moje zasady!
- To te „totalnie Twoje zasady” uskuteczniaj gdzie indziej! Wynocha!
- Ale, Liciu...
- Won! – blondyn wyszedł z domu przyjaciela. Złość i smutek mieszały się w jedność.
*
- Kiedy pan przestanie mnie tak traktować? – młody mężczyzna przypominający pucharek lodów spojrzał na większego od siebie. – Ja naprawdę nie jestem pana żoną ani niczym w tym rodzaju.
- Hm – starszy po prostu dalej ciągnie go do sypialni. Nie ma nic złego na myśli, po prostu jest późno i należy iść spać. Ale połączenie nazwania go „żoną” i prowadzenia ku wielkiemu łożu przeraża młodzieńca.
- Ale proszę mnie puścić! – chłopiec próbował się wyrwać. – Nie będę z panem spał! Nie kocham pana! Nawet pana nie lubię! – i wtedy uścisk ustał. Mężczyzna go puścił patrząc na niego ze smutkiem w oczach. Chłopak wybiegł z pomieszczenia.
*
                Ludzie, którzy opuszczą miejsce, do którego są przywiązani stają się bardzo smutni. Dopiero wtedy rozumieją, co tak naprawdę mieli i co stracili. Mając przed oczami skarb nie doceniamy go, lecz, gdy ktoś nam go zabierze chcemy go odzyskać.
*
- Licia to jednak jest dziwny... Zawsze był taki spokojny, a teraz tak krzyczy.. On się generalnie na żartach nie zna... I gdzie ja mam teraz generalnie spać?! W końcu tak jakby ten dom jest teraz nasz... No może totalnie mogę wrócić do mojego starego domu... Ale to już nie to samo... Samemu jest tak generalnie nudno, smutno i w ogóle źle... Ja nie chcę być sam... – blondyn otarł rękawem szmaragdowe oczy. – To totalnie nie fair... Ja chcę do Lici... Chcę sękacza i buzi...
*
- Czemu pan Szwedek był taki smutny? Przecież wiedział, że to nie może być tak... Czy on chciał... Czemu nazywał mnie swoją żoną i prowadził do sypialni? Ale nie... On po prostu się o mnie martwi... Może chciał tylko, żebym go nie opuszczał? A poza tym... Naprawdę jest późno i... I pewnie tylko chciał spać... Ale... Ale naprawdę się bałem... Muszę z nim o tym porozmawiać – chłopak zawrócił w stronę domu.
*
                Gdy widzimy jak na naszych oczach znika to, co kochamy czujemy się zagubieni i bezsilni. Gdy zrozumiemy, że to nasza wina cała złość na tą osobę zmienia się na złość na nas samych. Lecz jak wiele możemy tym sposobem zmienić?
*
- Chyba nie potrzebnie się uniosłem... Polska zawsze ma jakieś swoje dziwne poczucie humoru... Pewnie zaraz by powiedział, że tylko żartował... I by mnie przytulił. Tak. Przytuliłby mnie tak, że aż by mi zaczęły chrzęścić żebra... Nawet za tym tęsknię... Nie ma go ledwo pięć minut, a ja już się zamartwiam... Poczekam chwilę... Pewnie zaraz wróci... Muszę się uspokoić i pomyśleć jak go przeprosić.
*
Mężczyzna poprawił okulary. Po policzku spłynęła samotna łza. Nie otarł jej, bo nawet jej nie zauważył. Spojrzał na kwiaty konwalii pięknie ułożone wśród poduszek na wielkim łóżku. A na szafce nocnej stała mała miseczka z Salmiakki. Ten wieczór miał być wyjątkowy. A raczej ta noc. Może jednak przesadził z tym „byciem żoną” przez Finlandię? I to... To o czym myślał... Czy to nie było zbyt wiele? Musiał o przeprosić, gdy wróci. Musiał.
*
                Znasz to piękne uczucie, gdy dotykasz swych marzeń? Gdy to, czego tak długo pragnąłeś znajduje się już w Twych rękach? A wiesz, że jeszcze piękniejszym uczuciem jest znów przytulić ukochaną osobę po jej utracie? To jest najwspanialsze uczucie na świecie.
*
                Szmaragdowe oczy patrzyły w inne o kolorze tym samym. Gdy jeden chłopiec otwierał drzwi, by wyjść na poszukiwanie drugiego ujrzał go z ręką uniesioną, by zapukać do drzwi.
- Licia! Totalnie się cieszę, że otworzyłeś! Generalnie to za Tobą tęskniłem! – drobniejszy chłopiec mocno przytulił tego nieco wyższego.
- Eh... Nie było Cię tylko kilka minut... Nie panikuj tak... To ja myślałem, że już nie wrócisz...
- No to zgoda?
- Oj, no nie wiem...
- A jak Ci dam buzi na zgodę?
- C-co? – blondynek go pocałował, delikatnym muśnięciem warg dotknął jego ust.
- Zgoda?
- Um... N-no tak..
- To ja nakroję sękacza!
- Ale on jest na Święta!
- To zrobisz nowy!
- Co ja z  nim mam... – pomyślał chłopak, jednak uśmiechnął się słodko. Nawet udzieliła mu się atmosfera i będąc już w kuchni zaczął łaskotać przyjaciela. Ich śmiech słychać było pośród pięknego lasu.
*
                Chłopiec, mimo strachu, ukrytego gdzieś wewnątrz jego wielkiego serca wrócił do mężczyzny. Wiedział, że jest on dobry, jednak jego tajemniczość była czymś dziwnym, nadzwyczajnym. Zapukał niepewnie do drzwi, a gdy one się otworzyły natychmiast został przytulony.
- Panie Szwedku? – wyszeptał zlękniony i nieco pozbawiony oddechu.
- Hm... – mężczyzna przytulił go jeszcze mocniej. Wziął go na ręce.
- Ja bardzo przepraszam... – jednak nie usłyszał odpowiedzi, zamiast tego został zaniesiony do sypialni.
- Branoc... – mężczyzna położył się obok niego.
- Nie gniewa się pan?
- Ni – mężczyzna mocno go przytulił. – Śpij – zasnęli więc spokojnie. Ich pierwsza wspólna noc okazała się wspaniałym wspomnieniem.

czwartek, 8 listopada 2012

Wiersz numer dwadzieścia pięć: Co byś zrobił?

Wiersz napisany po czytaniu opowiadań typu "Creppypasta", więc może trochę przerażać. Anglia, Francja, Szwecja i Islandia wypowiadają się co  by zrobili, gdyby odeszła osoba, którą kochają, lub też wyrażają co myślą o takiej możliwości. Napisane po zobaczeniu oglądań ze Szwecji w przeglądzie tego bloga.


Co byś zrobił?

Co byś zrobił, gdyby ten, który wciąż dręczy Cię zapachem swych perfum
Nagle zniknął i już się nie pojawił?
Czy dalej piłbyś swą herbatę w spokoju?
Proszę, odpowiedz szczerze

Gdybym w końcu miał spokój...
Nie wtedy nie miałbym spokoju
Niewypowiedziane słowa i wyrzuty sumienia
Może to dawny wróg, ale wolałbym odejść zamiast niego

Co byś zrobił, gdyby ten, którego róża jest symbolem
Nagle zniknął i już się nie pojawił?
Czy dalej w świetle księżyca sączyłbyś swe wino?
Proszę, odpowiedz szczerze

Co ja bym zrobił, bez śmiania się z niego?
Z tych krzaczastych brwi?
Bez niego świat byłby nudny
To już nie jest mój wróg

Pytanie to zadam znów każdemu
Proszę, dziś przemów więcej
Dziś odpowiedz mi
Co byś zrobił, gdybyś nie mógł już poczuć zapachu konwalii, które mu dałeś

On nigdy ode mnie nie odejdzie
Nie powtórzy się to co wtedy
Więc nie zadawaj pytań głupich
Bo my na zawsze będziemy razem

Pytanie to zadaję ponownie
Co zrobiłbyś, gdyby nagle ten
Który opowiedział Ci legend tyle
Zniknąłby bezpowrotnie nie nazwany nigdy  „braciszkiem”?

On nigdy nie zniknie
On jest jak nasi bogowie
Nieważne co mi teraz powiesz
Jeszcze jedno takie pytanie, a maskonur Cię podziobie

Mimo, że odpowiedzieliście mi szczerze
Gdy przyjdę po tych, których kochacie
Już nigdy spokoju nie zaznacie
Zachowanie inne iż odpowiedź będzie
A ja obserwować będę wszystko w pierwszym rzędzie
Aż nie wrócę i nie zabiorę was ze sobą