Translate

czwartek, 21 marca 2013

Wiersz numer sto dwadzieścia: Lustro kłamstw.

Dotyczy nieco władców, personifikacji. Robią wszystko dla dobra ludu, a tak naprawdę czasem jedynie dla siebie, a czasem wydaje im się, że uszczęśliwiają siebie pracując dla ludu. Myślą, że oni pragną tego samego co poddani, a poddani tego co oni. Wszystko i nic jest prawdą i kłamstwem.


Lustro kłamstw

Co innego widzisz w lustrze
A co innego w oczach ludzi
Co innego słyszysz wprost
A co innego za plecami

Sam też kłamstwem wciąż swe usta plamisz
Musisz być taki jak należy, ni taki jakim być pragniesz
Więc powtarzasz ruchy otaczających Cię kukieł
Samemu stając się marionetką

Jesteś niczym, zatraconą w sobie lalką
Pragnącą jedynie odnaleźć nieistniejące szczęście
Lecz sznurki są zbyt cienkie, byś je zauważył
Myślisz, że robisz to, czego pragniesz, lecz tak bardzo się mylisz

Mówisz, że pragniesz tego, co oni
A oni mówią, że pragną tego co Ty
Niczym w lustrze kłamstwa odbijają się i powracają
Lecz lustro jest krzywe, myślisz, że widzisz w nim prawdę

Słyszysz tysiące pochwał kierowanych w swą stronę
Umyka Ci milion skarg złożonych w zaciszach domostw
Więc kim jesteś, jeśli nie znasz prawdy?
Czym jest prawda, jeśli nie znasz siebie?

środa, 20 marca 2013

Wiersz numer sto dziewiętnaście: Gdy utracisz już wszystko.

Dziwna godzina dodania spowodowana nagłym zaśnięciem i pisaniem po przebudzeniu. Spałam od dwudziestej drugiej do czwartej... Jak Fritz... Cóż, chyba mnie ktoś tu prześladuje... Dodam wiersz, obejrzę filmik o ReconditeVillain i wracam spać... Więc tak... Personifikacje nigdy nie umierają. Gdy zaprzyjaźnią się z człowiekiem, muszą liczyć się z tym, że on kiedyś umrze. Nie odejdą tylko inne personifikacje. Więc są oni skazani na siebie, bo wszystkich innych mogą stracić.

Gdy utracisz już wszystko

Widzisz jak przekwitają polne kwiaty
Ale Ty, róża pod kloszem, wiecznie kwitniesz
Zmieniają się wciąż pory roku
Lecz Ty nie zmieniasz się wcale

Powoli gasną kolejne świecie
Lecz Ty płoniesz wiecznym żarem
Widzisz jak wosk skrapla się powoli
Twoje łzy płyną za nim

Pojawiają się kolejne groby
Symbole kończącego się życia przyjaciół
Przeżyłeś już ich, ich dzieci i wnuków
A nawet się nie postarzałeś

Skazany jesteś na Tobie podobnych
Marionetki władców, wiecznych poddanych
I choćbyś chciał szukać przyjaźni gdzie indziej
Zniknie ona niczym zbyt płochy motyl

Podobni Tobie tak często wypełnieni są nienawiścią
Inni kochają Cię, boją się Ciebie, lecz żyją tak krótko
Wszystko co zyskasz tracisz w ciągu chwili
A to co stracisz nie będzie już nigdy w Twych rękach

wtorek, 19 marca 2013

Wierz numer sto osiemnaście: Oddaj to, czego nie masz.

Znowu może dotyczyć i władców, i personifikacji. Przez to kim są, nie mają wyboru i muszą kierować się tym, co wyznacza im naród. Robić wszystko dla jego dobra, zapominając o sobie.


Oddaj to, czego nie masz

Widzisz tysiące oczu wpatrzonych w Ciebie
Czekają na Twe słowa, lecz nie masz prawa do własnego głosu
Przemawiasz, powtarzając to, co kazali Ci powiedzieć inni
Jesteś więźniem własnego przeznaczenia

Przychodzisz na ten świat i już zamyka się droga do szczęścia
Każdy Twój dzień zapisany jest wcześniej niż pomyślisz o jego istnieniu
Plany, obowiązki, nie masz już prawa myśleć o przyszłości
Przeszłość Ci ją wyznaczyła, a teraźniejszość nie należy do Ciebie

Patrzą na Ciebie wszyscy, a Ty uśmiechasz się sztucznie
Jesteś symbolem ich marzeń, nie posiadając już własnych
A oni szczęśliwi wpatrują się w Ciebie, jesteś dla nich nadzieją
A Ty, pożałowania godna marionetko, skazany jesteś na śmiech przez łzy

I tak mijają lata, gdy przeznaczenie ciągnie Cię na smyczy
Jakże ona krótka, jak zniewala i dusi
Kajdany założone jeszcze w matki łonie
Urodziłeś się symbolem, nie możesz być sobą, musisz być jak Twój naród

Więc powtarzasz schematy, których musisz się trzymać
Każde mrugnięcie okiem musi być starannie zaplanowane
Przyjaźń czy miłość nie jest prawem, lecz obowiązkiem
Szczęście i marzenia już dawno zostały zakazane

Wroga dłoń musisz ująć czule, bo stał się Twym przyjacielem nagle
A najukochańszej osobie wbijasz ostrze w serce, bo obrała przeciwną w wojnie stronę
I nigdy już nie będziesz miał prawa, by sam decydować kiedy czas na śmiech a kiedy na łzy
Masz jedynie obowiązek śmiać się gdy naród odnosi sukces, choćby Twe serce krwawiło piekielnym bólem

Porażką ludu jest Twoje szczęście, gdy nie idziesz za jego żądaniami
Szczęśliwszy jest, gdy przez łzy przynosisz im chwałę
Urodziłeś się, więc odrzuć marzenia
Śmierć jedynym wybawieniem

poniedziałek, 18 marca 2013

Wiersz numer sto siedemnaście: Ukryte ku ukazaniu.

Tym razem coś w temacie psychiki personifikacji i władców, bo tu i tu pasuje. Są symbolami, muszą robić to, co każe im lud, czuć to, co czują ci, których reprezentują. Przybierają tysiące masek. Czy pojawi się ktoś, przed kim je zdejmą nim zapomną jak wygląda ich prawdziwa twarz?


Ukryte ku ukazaniu

Jesteś tym, kim masz być
Prawda zatarta w lustrzanym odbiciu
Kim jest ten, który patrzy na Ciebie ze zwierciadła?
Czemu jest tak różny od tego, który ukazuje się w tafli jeziora?

Spoglądasz na tysiące masek
Które codziennie zmieniasz dla ludu
Musisz być takim, jakim Ciebie pragną
Nie możesz być już nigdy sobą

Tak więc ukazujesz to, co jest Ci pokazane
I skrywasz to, co ukrywane jest przed Tobą
Nie wolno Ci stąpać własną drogą
Kroki wolności są zakazane

Chcesz przestać być jedynie symbolem tego,
Czego pragną Ci, którzy nie znają prawdy
Chcesz stać się sobą, jedynie wolnością
I uciec od świata przepełnionego kłamstwem

Więc ukrywasz prawdziwą twarz
By pokazać to, co pragną widzieć
Więc ukrywasz uczucia wszelakie
By pokazać to, co pragną czuć

Lecz nadejdzie czas, gdy zerwiesz się z kajdan
I jednej osobie ukażesz prawdę
Nigdy już nie będziesz marionetką
Ale też nie staniesz się lalkarzem

Więc ukrywasz prawdę, by ukazać ją tej osobie
Więc ukrywasz uczucia, by okazać je wybranemu
Więc ukazujesz złudzenia, by ukryć swe fobie
Więc ukazujesz marzenia, by ukryć swe lęki

niedziela, 17 marca 2013

Wiersz numer sto szesnaście: Zdradzieckie ostrze.

Trochę powiązane z teorią "Jill the Ripper" czyli kobiety w roli Kuby Rozpruwacza. Więc... Czy nie mogłoby być tak, że mąż jakieś pani szedł do innych pań i zostawiał u nich dużo pieniędzy? Więc pani się pozbyła innych kobiet z życia swego męża... Teoria mało prawdopodobna w kontekście sprawy Kuby Rozpruwacza, ale psychologicznie bardzo ciekawa. Wiersze mi się kurczą jak Ameryce inteligencja...

Zdradzieckie ostrze

Widzisz jak wszystko, co sercu bliskie Twemu
Odchodzi ku obłudnemu zapomnieniu
Znikają pieniądze a z nimi miłość
Chcesz, by ten diabeł błagał o litość

I znów patrzysz jak wszystko, co Ci drogie
Ku pożądaniu obiera drogę
Wiesz, że nie zadziała krzyk „wróć!”
Zaczynasz plany swej zemsty snuć

Więc kroki ku ladacznicy kierujesz ostrożne
Nienawiścią błyszczące wyciągasz ostrze
Wyrywasz te niecne serce
Niech potwór ginie w udręce

sobota, 16 marca 2013

Wiersz numer sto piętnaście: Wyrwane serce.

Kolejny wiersz z serii, że tak ujmę... Więc... A jeśli Kuba Rozpruwacz zabijał, bo został zraniony? Może tak było... Przedstawiłam kolejną teorię w wierszu.

Wyrwane serce

Spoglądasz na tą, która wszystkich obdarza swymi wdziękami
A oni dają jej w zamian pieniądze
Ty powierzyłeś jej swe serce
W zamian otrzymałeś kłamstwo i gorzki śmiech

Patrzysz na tych, którym czułe słówka szepcze
I na tych, którzy ich nie potrzebują
A Ty pragniesz jedynie miłości
Ona chce w zamian pieniędzy

Skoro nie będzie Twoja, nie będzie niczyja
Ciało zbezczeszczone nic nie jest już warte
Skoro serce przegniło już dawno
To i ciało należy powierzyć robakom

Ostatni raz ją pytasz o uczucia względem Ciebie
Prosi o pieniądze i zbywa Cię śmiechem
Skoro ona skradła Ci serce, Ty zabierzesz jej własne
Bierzesz nóż i już nie słuchasz jej słów

Widzisz kolejne takie jak ona
Plugawe i obłudne
Wpadasz w trans i tak jak i ją
Na tysiące kawałków ich grzechy rozcinasz

piątek, 15 marca 2013

Wiersz numer sto czternaście: Nieczystość krwi.

Myślę, że można podciągnąć to pod Hetalię, bo w końcu jest ważną postacią w życiu pewnego państwa... Zastanawialiście się kiedyś, czemu Kuba Rozpruwacz zabijał prostytutki? Oto jedna z moich teorii opisana w wierszu. Myślę, że przedstawię wam wszystkie wkrótce. Jest ich dość mało.

Nieczystość krwi

Patrzysz jak powoli spływa krew
Z ciała, które posiadło tak wielu
Skoro należało do wszystkich, nie należało do nikogo
Nie ma powodu, by jego egzystencja trwała nadal

Widzisz je wszystkie
Uśmiechające się tak samo do ludzi godnych i do łajdaków
Nie widzące różnicy między nimi
Obdarowujące ich tak samo

Widzisz jak rozbijają rodziny
Z mężów robiąc swych żywicieli
Niczym pasożytych ich wykańczają
Nie patrząc na samotne matki i dzieci

Pragniesz zakończyć te farsę
Zetrzeć perwersyjny uśmiech z ust niegodnych czerwieni
Tak, zabierzmy tym brudnym ciałom całą czerwień
Niech upłynie wszystka szkarłatna krew

Tak więc podchodzisz to jednej z tych ladacznic
I ignorując jej uśmiech, a później błagania i krzyki
Robisz to, co uważasz za swą powinność
Oczyszczasz świat z grzechu nieczystości